Witam ciepło wszystkich!

Ze mną to jest tak, że wiele technik za mną chodzi, wielu próbuje i z wielu jestem zadowolona, mimo niedoskonałości. Lecz rękodzieło uczy mnie tego, że trzeba się po prostu uczyć, ciągle coś tworzyć, poprawiać. Należę do osób, które nie lubią marnować materiału, a jak już coś tworzę to musi to mieć jakieś zastosowanie, nawet najmniejsze. Nie lubię sztuki dla sztuki, choć jakby ktoś powiedział trzeba wielu prób by wyszedł ideał. Ja robię dla siebie i wtedy gdy coś właśnie potrzebuję, wtedy ćwiczę do upadłego i do efektu który będzie zadowalający.

Tak oto powstały breloczki do kluczy. Mój się zawieruszył, mężowski również (śmiemy twierdzić, że nasze kochane łobuzerstwo miało w tym swój udział). Dwa identyczne wiązania, tylko różne kolorystycznie -

męża – niebiesko-żółty

mój – niebiesko-łososiowy

Oba są już w ciągłym obiegu.

Dodatkowo pomyślałam, że może na SAL u Ady zrobię makramową sowę. Tak oto powstała czarno-zielona sowa:

jeszcze banerek do zabawy:

Makrama jest fajną techniką relaksu i odpoczynku. Można wiązać i wiązać, rozwiązać jak się coś zepsuje, polubiłam te moje zmagania ze sznurkiem w roli głównej. Ale chyba czas zabrać się za igłę… Ale nim to nastąpi to chwila urlopu, a dokładnie w tym roku całe 4 dni, bo więcej się nie da – takie życie. Wyjeżdżamy w czwartek a w poniedziałek już musimy wracać, no nic kiedyś sobie odbijemy :)

Pozdrawiam wszystkich cieplutko i do następnego napisania,

http---signatures.mylivesignature.com-54494-131-686FD3C1A22DC29D598CFCBA1E71CC3B